Mój powrót do życia – o zagubieniu i spełnieniu

Kochani Refleksolodzy,

wielu z Was dostrzegło mój wielomiesięczny brak aktywności w mojej pasji, w Refleksologii, którą budowałam w Polsce przez  ponad trzydzieści  lat, dlatego czuję się w obowiązku aby opowiedzieć Wam co się ze mną działo.

Jeszcze niedawno  hucznie obchodziliśmy w Poznaniu  wspólnie z Rodziną Polskich Refleksologów,  XXX lat istnienia PIR oraz moje 80- te urodziny.  To  był dla nas wszystkich czas radości i do dzisiaj z wdzięcznością o nim myślę. Wydawało mi się, że już nic mnie nie dosięgnie. Po latach obfitości, szczęścia,  radości , wewnętrznego sukcesu dbania o cudowną pracę  młodych refleksologów  dla dobrego zdrowia zaczęłam dostrzegać, że JESTEM SPELNIONA  to więcej niż sukces dla jednych, dla innych narzędzie jakim zostałam obdarowana przy swoich narodzinach, a potem poszukiwanie ścieżki i pielęgnowanie aby nie zarosła chwastem

Jednak, jestem człowiekiem jak każdy z nas, gruczoły, organy, układy, części ciała, umysłu, duch i  psychika nie dały rady unieść traumy, która dotknęła moją rodzinę, jedyną Córkę i dwoje Wnuków. Troska o nich i  bezradność w obliczu krzywdy, która ich spotkała dosięgła moje matczyne i babcine serce. Zabiegi refleksologii wspierały moje ciało, które jednak z miesiąca na miesiąc  upadało. Załamanie psychiczne, brak snu, duszenie się nocą, niechęć jedzenia, oczy nie chcą patrzeć, uszy robią wysiadkę z biegnącego pociągu, niechęć do życia coraz większa. Głowa wewnątrz „zamglona” – bez sensu życia, tracę mowę – duszę się,  sztywny kark, lewa ręka – od ramienia to ogrom niedomagań we wnętrzu mojego ciała . Pocenie się ciała nocą i dniem, zimno, gorąco i  drętwota kończyn mimo ćwiczeń  – wciąż bezradność, nie rozmawiam o tym co boli, a nawarstwiło się tego w czasie całego mojego  życia wiele. Moja miednica i jej wnętrze wypełnione trudną przeszłością, łącznie z kilkoma poronieniami jest bardziej ciężka  niżeli kiedykolwiek.  Ramiona dźwigające głowę,  dźwigające troski, smutki całego ciała, nie dające rady nieść dalej przekazały ten ciężar udom. Nie śpiąc nocami, pracowałam na kończynach, w dzień bezmyślność i ciężar ogarniały całe wnętrze mojego ciała. Stopy i ręce, twarz i głowa krzyczały o pomoc. Zabiegi refleksologii to bólowa informacja, że jest źle. Przez stopy czuję potrzebę pomocy, przecież uczę czytania mowy stóp, rąk. Dostrzegam nerw błędny – to wiązka wielu niedomagań, ostatnio wiele się słyszy i czyta o neuropatii – ja już to mam w sobie do kolan, staram się… ale w całej bezradności nie ma mnie. Przysłowie mówi: licz na siebie… szukaj w sobie…

Badania medyczne nie wykazały nieczego niepokojącego,  wyniki dobre, lekarz kardiolog, lekarz rodzinny zdiagnozował  TRAUMĘ.   Przez głowę przebiegają głupie myśli – po co mi więcej żyć, nie daję rady dźwigać na sobie tak wielu problemów codziennego życia.

I wtedy następuje nieoczekiwany ale wyjątkowy przełom, dzięki wsparciu  ambasadora Polski   dzieci dostają paszporty i w wigilię przestępują próg polskiego domu. Wolność, bezpieczeństwo, tak się wydaje…Rodzina „skleiła” się, ale we mnie nie ma życia .Biorę  lekarstwa medyczne na traumę i depresję, a ja czuję, że dla ratowania mojej osobowości tworzą one we mnie jeszcze gorsze zagubienie, samopoczucie, robię się kompletnie ogłupiała, bezmyślna do życia bez nocnego odpoczynku. Zapach moczu, trudności w układzie  trawiennym, wstręt w jamie ustnej – coraz gorsza bezradność fizyczna i psychiczna, mgła mózgowa zalewa procesy w pracy ciała.

I wtedy następuje kolejny przełom, tym razem w relacjach z Córką. Dwie dusze, które po wielu latach połączyły się po wielu trudach  i zagubieniu, bezradności, teraz przytuliły się.

W styczniu 2026 odczułam, że córka jest tu i teraz, aby ratować mnie, silną z przeszłości kobietę, dla  której wydawało się to raczej niemożliwe. Płacz i gorycz łez spływały w rozmowach z córką, aby uwalniać i rozumieć  co ze mną się dzieje. Przyleciała ratować matkę i  przeprowadzić przez proces powrotu  do życia. Dopiero  teraz rozumiem to połączenie.

Moja głowa wciąż ciężka, pusta, zamglona bez siły zarządzania całym ciałem, umysłem , dlatego zdecydowałam się na  zabieg szamańskiego „rape” – to roślina z Amazonii innego krańca świata. Pierwsze przyjęcie trochę trudne – wypiłam 8 szklanek wody – uczucie ciepła życia rozeszło się po głowie ale poczułam ulgę. Połączyłam to  ze sztuką oddychania,  moja znajomośc pracy ciała z refleksologią wskazały  mi moje  zastoje, zablokowania, zaciśnięcie w pracy mięśni,  napięcie układu nerwowego. Poczułam nadzieję i ulgę. Powtórzyłam to trzy razy w trzech etapach . Zaczęłam wracać do życia. Medyczna neuropatia jest uparta, wymaga czasu, pracy i cierpliwości. Zabiegi refleksologii dwa razy w tygodniu z połączeniem  rape  idealnie wgrywają mi się w korzystne efekty procesu samouzdrawiania.  Czuję się z dnia na dzień sprawniejsza umysłowo, fizycznie, psychiczne. Dostrzegam powrót do swojego wewnętrznego ja. W uzgodnieniu z kardiologiem  w dwa tygodnie odstawiłam lekarstwa na traumę i depresję, zmieniłam  żywienie i wciąż pracowałam sama z sobą likwidując nadciśnienie. Krok po kroku odnajdywałam samą siebie, mądre  rozmowy z córką zdejmowały ciężar z ramion.  Nerw błędny wycisza się powoli ale z dobrym efektem. Nie rozpaczam, że straciłam 13 kg z wagi  ale przez to nie miałam  się w co ubrać, bo wszystko za duże. Medytacje, wyciszenia przed snem, bez telefonu, bez telewizora, komputera od godzin popołudniowych, ziołowe wsparcie dla wyciszenia układu nerwowego i pozostałych układów zaczęłam to wszystko czuć w sobie. Odnalazłam swoje bicie serca a z nim głębię oddechu – teraz to już codzienność. Tak, przez te pięć miesięcy uczyłam się i dalej się uczę . Zdecydowałam na wizytę u psychiatry, aby zmienić swoje nieznane ścieżki życia, one również  dużo mi dały. Oczy, przed trzema laty wróciły do zdrowia, teraz ponownie odmówiły swojej siły,  więc znowu poszukuję zdrowia w refleksologii i wartości odżywiania we współpracy z układem moczowym. Ponownie córka zaproponowała kropelki roślin buszu Amazonii – Sananga, piekły moment a za chwilę czułam ich wartość i moc w palcach stóp. Ja wszystko czuję w sobie przez stopy i ręce. To przywilej pracy z refleksologią. To REFLEKSOLOGII sprzedałam swoją Duszę Ciało i Umysł dla zdrowia i pracy innych jako balans biologiczny sprawnej pracy całego ciała.

Świat życia  ludzi Amazonii zawsze mnie inspirował – tak jak moją MAMĘ pomoc chorym w szpitalu w czasie nocnych dyżurów. Odwijała opatrunki i przemywała rany, dawała im czas na oddychanie i opatulała ponownie zanim pielęgniarka i lekarz obudzą się z nocy. Coś pozostało przekazane mnie  w genach mamy.

Osiągnęłam pełną radość dla naszej wspólnej pracy, energię, dobrego ducha, wróciły w większym wymiarze procesy twórczej pracy dla refleksologów. Moje doświadczenie w odzyskaniu zdrowia niech będzie kierunkiem dla każdego z nas. Wdzięczność dla wartości i mądrości pracy ciała człowieka nie zna granic. Wdzięczna jestem teraz po czasie tej swojej „niedołężności”, nauczyłam wspaniałej pracy mimo że czasami  pot spływa po plecach.

Nauczyłam Was czytać mowę stóp i  dbać o własne ręce oraz wszystko co niezbędne dla zdrowia ludzi na fotelu. Teraz Aia pojawiła się w najbardziej zagubionym momencie mojego życia, aby przekazać, jak wzbudzić i połączyć obfitość, dobrostan, przyjemność, spełnienie tego co osobiste, odnaleźć prawdę i autentyczność w swojej bezradności. Wiek życia to tylko cyferki, bo nieważne ile masz lat, ale ile masz życia w latach i kogo spotykasz na ścieżkach swojej wędrówki.

Wasza Spełniona i Odnaleziona Wanda

Scroll to Top