Witam serdecznie,
na kursie w Poznaniu nie udało mi się opowiedzieć pewnej historii, ponieważ emocjonalnie bardzo ją przeżywam, ale Magda podpowiedziała mi, żebym opisała ją.
Refleksologię spotkałam na swojej drodze w 2004 roku.Podczas nauki w Policealnym Studium Niekonwencjonalnych Metod Leczenia, refleksologia była podana nam w „pigułce”. Wystarczyło, żeby się nią zainteresować. Wówczas podjęłam pracę w Niemczech, opiekując się Panią, która chorowała na Parkinsona i Altzheimera. Prowadzący tą Panią Profesor poinformował rodzinę, że pozostało jej 6 miesięcy życia. Nigdy w życiu nie zetknęłam się z tą chorobą i takim przypadkiem. Spytałam męża tej Pani, czy mogę wykonywać jej zabiegi na stopach. Wyraził zgodę. W okresie mojego pobytu wykonywałam przez 14 dni zabiegi codziennie. Wiedziałam, że pomagam jej w ten sposób przebrnąć przez chorobę. Chociaż miałam pojechać tylko jeden raz, to postanowiłam, że będę przy niej do końca jej ziemskiej drogi. Początki były bardzo trudne ale „przeszłyśmy” przez fazę krzyków. Powoli Pani Petra zaczęła się wyciszać. Kiedy były momenty bardzo t rudne, nigdy nie traciłam nadziei, że można jakoś pomóc. Za każdym razem seria zabiegów, w trakcie zmiana żywienia. Nawet drgawki nie występowały często. Nadmienię, że ta Pani nie była osobą leżącą. Codziennie rano, po toalecie porannej była ubierana i siedziała na kanapie. Po obiedzie 2 godz. leżenia i znowu do wieczora siedzący tryb życia.
Od początku, kiedy zaczęłam się nią opiekować, była już karmiona. I kiedy już sądzili, że ona nie będzie połykała, zawsze z kryzysu wyszła obronną ręką i nawet Pan Profesor dziwił się, że ona jeszcze połyka. Wszelkie konsekwencje wieloletniego, siedzącego trybu życia zawsze były pokonywane. I chociaż wyrokowano tylko 6 miesięcy życia, to dzięki Bogu wytrwała jeszcze 7,5 roku. Ja przez ten okres czasu ciągle chciałam wiedzieć więcej o refleksologii i dokształcałam się korzystając wiedzy zawartej w książkach Pani Wandy. W tym roku zrobiłam I i II stopień. Wierzę, że dzięki refleksologii Pani Petra mniej cierpiała. Kiedy już nic nie mówiła, wyraz jej twarzy, kiedy dotykałam jej stopy mówił więcej niż słowa. Kiedy godzinami siedziałyśmy na kanapie, masowałam jej dłonie. Jej uśmiech utwierdzał mnie w przekonaniu, że to właściwa droga. Kiedy później dowiedziałam się jak mogą zachowywać się osoby z taką chorobą, to widzę dużą różnicę.
Cieszę się, że refleksologia stanęła na mojej drodze i że ciągle idzie ze mną. 🙂
Irena Bielawska