Historia jednych wakacji

14 lipca 2017

Chciałam pokazać Wam jak nasze umiejętności potrafią pomagać a czasem i ratować życie w zupełnie nieprzewidywalnych sytuacjach.
Moje doświadczenia tym można nazwać „Historia jednych wakacji”.

Tym razem wyjazd miał być typowo wypoczynkowy, bez większych eskapad terenowych i ekstremalnych wyczynów. Przyjechaliśmy na Półwysep Helski na cały miesiąc. Pierwsze pół miesiąca w domkach kempingowych (zakładowych) a drugie u znajomych na kwaterach. Cisza, spokój, szum fal, spacery „dziką” plażą (wbrew temu co się może wydawać na półwyspie jest dużo wolnego, niezaludnionego miejsca, wolnego od śmieci i cywilizacyjnych osiągnięć), a to było to na co z samego założenia się cieszyłam. Cały wysiłek miał polegać tylko na ewakuacji z miejsca zamieszkania. Następnego dnia wprowadziliśmy nasz plan w życie i wszystko odbyłoby się bez komplikacji, żebym była tu osobą nieznaną.

Ale już wieczorem byłam mocno poszukiwana przez koleżankę Basię z pracy, która od urodzenia ma kłopoty z nerkami. Nie raz już pracowałyśmy nad jej problemem, który polega na powracaniu moczu do wtórnego biegu i zatruwaniu organizmu. Ma ona trzecią nerkę, która umożliwia jej życie bez ciągłych dializ, ale zabiegi na stopach przeprowadzamy parę razy do roku w celu usprawnienia pracy organizmu. Tym razem wyglądało to na piasek. Łamiące bóle od połowy pleców, aż do połowy łydek, skąpomocz oraz ogólne złe samopoczucie. Zaczęłam od kompletnego zabiegu refleksologii stóp. Co one pokazały?

Bardzo bolesne okazały się refleksy całego układu moczowego, wydalniczego i limfatycznego a ponadto wątroby, przytarczyc, przysadki mózgowej, nadnerczy i dużego palca w obu stopach. Po zabiegu jeszcze około 40 minut rozpracowywałam refleksy nerek. Nie powiem, że ja byłam cała mokra a moja koleżanka wiła się w bólach jak piskorz. Ale noc przespała spokojnie. Wciągu dnia zadanie Basi polegało na uciskaniu refleksów układu moczowego na dłoniach. Wieczorem pracowałam na refleksach układu moczowego, limfatycznego i na wątrobie. Następna noc przyniosła lekkie zelżenie bóli łamiących oraz zmianę zabarwienia i zapachu moczu. Potem cyklicznie pracowałam, co drugi dzień na całych stopach a co drugi na wybranych refleksach około godziny a Basia na dłoniach codziennie na wybranych refleksach. Skutek naszej pracy był taki, że po ośmiu dniach, w nocy wysiusiała piasek i wszelkie bóle pleców, bioder i łydek ustały a refleksy przestały być tak wrażliwe. Pozostał jedynie ból spowodowany naciskami na stopy i dłonie, ale i to szybko wróciło do normy.

Po zmianie miejsca zamieszkania zmieniły mi się jedynie nogi do pracy. W ciągu dnia długie spacery brzegiem morza, zbieranie bursztynów, oglądanie nietypowych zjawisk przyrody, o świcie i zmierzchu robienie zdjęć wschodu i zachodu słońca a wieczorem refleksologia.

Tym razem trafiła do mnie 16-letnia dziewczyna z zesztywniałymi, bardzo bolesnymi stawami (kolana, biodra, stawy skokowe, stopy, łokcie, barki, nadgarstki, dłonie wraz z palcami), bardzo bolesnymi miesiączkami oraz kłuciem i bólami w dolnej części brzucha oraz rzadkimi wypróżnieniami. Jak się okazało jej przeważającym pożywieniem było mleko i przetwory mleczne (jogurty, serki homogenizowane, słodkie mleko). Po naszej rozmowie odstawiła natychmiast mleczne produkty a na noc robiła okłady z potłuczonej surowej kapusty na bolące stawy.

Co pokazały stopy?
Wściekły ból wszystkich refleksów w obu stopach. Wielkie złogi (wielkość fasoli) i bardzo duże napięcie w refleksach jelit w obu stopach, mocno uwydatnione refleksy wątroby, śledziony i nerek. Pracowałyśmy codziennie, raz na całych stopach raz na wybranych refleksach układu moczowego, wydalniczego i limfatycznego. Okłady z kapusty na noc stały się powszechne.

Na efekty naszej pracy nie trzeba było długo czekać. Stawy popuściły, stały się bardziej elastyczne, chociaż nadal bardzo bolesne, refleksy jelit zmiękły a wypróżnienia stały się częstsze. Organizm zaczął wszystkimi możliwymi otworami (przez nos, usta, także w kale i w moczu) usuwać ogromne ilości białego śluzu – wyraźnie się oczyszczał. Po 16 dniach wspólnej pracy (wracałam po wakacjach do domu) stawy dziewczyny były ruchome i elastyczne choć nadal bolesne, wypróżnienia regularne, bóle w dole brzucha ustały zupełnie. Refleksy na stopach znacznie się wyciszyły choć złogi w jelitach nadal egzystowały. Dalszą pracę na stopach miała przejąć mama i myślę, że wspólnie dokończyły to, co myśmy zaczęły.

No i powrót do domu po miesięcznym wypoczynku ze wspaniałą kolekcją zdjęć, jak się później okazało i poczuciem dobrze spełnionego obowiązku wobec potrzebujących, którzy w czasie wakacji stanęli na mojej drodze. Ale jak się później okazało, to nie był koniec mojej wakacyjnej praktyki refleksologicznej.

 

Wracaliśmy „Jantarem” w ostatni dzień wakacji i cały wagon „jedynki” był pełen kolejarzy, ówczesnego mojego koleżeństwa z pracy. Na odcinku Pomiędzy Władysławowem a Gdynią (tam gdzie ekspres – pociąg, którym jechaliśmy, nie ma przystanków) zostałam zawołana do sąsiedniego przedziału, gdzie mój kolega Andrzej, jak się później okazało, miał zawał serca. Moja wiedza na ówczesną chwilę była taka, że leczył się na migotanie komór serca i nadciśnienie. Jego stan przedstawiał się tak, że miał duszności oraz pieczenie i duży ucisk w obrębie mostka. Nie zastanawiałam się specjalnie co robić – poddałam się działaniu intuicji. Jak się zastanowiłam (dużo później) rozpracowywałam refleksy serca, nadnerczy oraz przepony początkowo w lewej stopie.

Po ustąpieniu pieczenia i ucisku w klatce piersiowej przeprowadziłam typowy zabieg refleksologiczny, który trwał może trochę nietypowo długi okres czasu. Myślałam, że mój kolega pojedzie do szpitala w Gdyni, ale w trakcie pracy na stopach jego stan tak się poprawił, że dojechał do Warszawy i dopiero z pociągu udał się do szpitala. Trochę później dowiedziałam się o tym, że udzieliłam pierwszej bardzo skutecznej pomocy przy zawale serca.

Jak widać na załączonym obrazku, każdy z nas posiadając tą wiedzę co ja, może nieść pomoc potrzebującym nawet wtedy, gdy jest zupełnie na luzie i wraca do domu z plecakiem pełnym wakacyjnych wspomnień. I tak oto pomyślnie zakończyła się „Historia jednych wakacji”.

Z poważaniem
Urszula Mazurkiewicz z Warszawy
Dyplomowany Refleksolog – Nauczyciel Zawodu

 

© 2015 Refleksologia.com