Jestem kobietą…

9 lutego 2015

– Od zawsze miałam bolesne miesiączki… Mówili: urodzisz, to przestanie boleć – nie przestało … urodziłam drugie dziecko – też nie pomogło (oczywiście nie był to powód, ale sprawa równoległa) Drugie dziecko urodziłam przez cesarskie cięcie,

– blizna od tzw. cesarki ciągnie się przez cały brzuch – od łona do pępka – duża, szeroka. Druga blizna po usunięciu wyrostka po prawej stronie – również długa (czytaj : H. Marquardt oraz funkcjonowanie powięzi)

– w trakcie połogu miałam bardzo dużo pokarmu, karmiłam długo – ok. 3 lata – to akurat nie jest wada – chyba to rodzinne, bo moja babka była tzw. mamką i wykarmiła pół wsi

– nie wstrzymanie produkcji pokarmu – córka ma 15 lat … (nie ma zmian, stanów zapalnych czy niepokojących objawów, prolaktyna w normie a nawet w niskich zakresach normy) – temat jeszcze jest zagadką – nie tylko dla mnie, dla lekarzy też – nawet nie wiedzą co z tym zrobić – ostatnio pomaga mi herbata z szałwii

– od zawsze miałam problemy z piętami – nadmierna hiperkeratoza (miejsc dziś wiem odpowiedzialnych za okolice miednicy) była moją bolączką, i właściwie dzięki temu zainteresowałam się stopami w ogóle – najpierw podologią, a potem wyższym stopniem wtajemniczenia – refleksologią,

– wieczne upławy, właściwie od dziecka i związane z tym krępujące sytuacje,
– wysokie napięcia na linii damsko-męskiej (szczegółów oszczędzę ;)- dla kobiety b.ważne są te relacje,
– kult kobiety w rodzinie, – napięcia przedmiesiączkowe,
– gęsta, wręcz ciemno bordowa krew,
– impulsywny temperament,
– intensywny tryb życia + używki,
– nieracjonalne, niezdrowe odżywianie,
– brak, a właściwie nie odpowiednia ilość ruchu przy siedzącym trybie życia,
– stres, stres, stres,
– zimne stopy, dłonie, nos.

Wszystko to sprawiło, że wyhodowałam co wyhodowałam, a skupiło się to w okolicach macicy, bo jak się okazuje moja kobiecość (mimo moich zachodów) jest ważną sferą mego życia.
Nigdy nie zwracałam uwagi na „szczegóły”, pewnie robi tak wiele osób aby się nie użalać nad sobą, a raczej skupić się na czymś pożytecznym. No właśnie. Nie chodzi tu jednak o pieszczenie się, ale dbanie o siebie – co zawsze uważałam za coś próżnego i to był mój błąd.

Wizyty kontrolne u ginekologa nie należały u mnie do regularnych. W końcu trzeba było się wybrać.
Był czerwiec, profesor hm … trochę się zdziwił i zaskoczył stanem, spytał o wiek. Miałam wodę w zatoce Douglasa – więc stan zapalny oraz dużą ilość mięśniaków na ścianie macicy – nie określił ile i ich wielkości, ale skwitował – mięśniak na mięśniaku. Postanowiliśmy zlikwidować stan zapalny, zrobić cytologię oraz odbyć ponowne badanie. Umówiliśmy się na operację – tak zasugerował, bo przy takiej ilości zmian nie widzi szans na „sensowne” ich usunięcie, a… że w ogóle mam tendencję do zastojów – więc tak będzie bezpieczniej. Z tym nastawieniem trwałam całe wakacje oczywiście pracując ze swoimi stopami.

Żółte, zrogowaciałe pięty za to ścięgna bardzo elastyczne. Refleksy miednicy – zarówno wew. i zew. b. bolesne, zewnętrzne chyba mocniej. Bolesne ranty pięty oraz na wierzch stopy między 4/5 palcem, – aż do przeszywającego bólu – woreczek żółciowy. Idąc rano do pracy – latem raczej na płaskim czułam dużą bolesność pięt.

Podniesiona linia pięty – problemy z wypróżnianiem – nie trudno lecz rzadko. Wszystko zadziało się wtedy o dziwo, jak zaczęłam wychodzić ze stanu chronicznego zmęczenia.

Zabiegi na stopach wykonywałam często, wspomagała mnie w tym przyjaciółka refleksolog, która gdy nadarzyła się sposobność robiła mi zabieg. Tych wakacji odwiedziła mnie na kilka dni – zabiegi oczywiście były intensywne.
W okolicach jej wizyty bardzo bolała mnie prawa pachwina, jakbym sobie coś naciągnęła, nie mogłam chodzić, nie mogłam spać – co w moim przypadku było dość dziwne.

Po dwóch zabiegach, w nocy obudził mnie ból pachwiny ale zaraz potem pękł jak purchawka. Poczułam jak ciepło rozpływa się po ciele. Pachwina pobolewała jeszcze przez chwilę a potem ból odszedł bezpowrotnie. Co stało się w tym momencie – nie wiem, wiem na pewno, że coś odeszło, czegoś się pozbyłam.

Jesienią odbyłam wizytę kontrolną. Został jeden mięśniak i nie nadaje się, a raczej nie wymaga interwencji chirurgicznej.

Obecnie pracuję nad nim robiąc zabiegi na ręku, ćwicząc, aby pobudzić krążenie krwi. Wiem, że taki obraz jest wynikiem tzw. zastoju krwi, co potwierdzają inne objawy.

Wspomnę, że ok około roku regularnie oczyszczam organizm. Najpierw wyeliminowałam cukier, potem ssałam olej , piłam ocet jabłkowy – oczywiście własnej roboty…

Pełne zwycięstwo jest blisko – poinformuję Was na pewno o spotkaniu z „Victorią”.

W każdym człowieku, a raczej kobiecie objawy mogą być nałożeniem się wielu niedomagań – nie wpadajmy w panikę i powoli, skutecznie szukajmy zdrowia poprzez eliminację złych nawyków.

Na ten moment wiem dwie rzeczy:

  • słuchajmy swojego ciała i nie lekceważmy wysyłanych przez niego sygnałów,
  • dbajmy o siebie.

Jeśli widzisz ww. objawy u siebie – nie czekaj, zacznij działać!

Zalecenia:
-zabiegi refleksologii,
-regularne ćwiczenia, które pobudzą krew – świetne są tu wesołe smoveys, których jestem miłośniczką,
-redukcja stresu,
-rano gorąca woda z cytryną,
– podczas miesiączki ograniczyć smak kwaśny! Powoduje on zatrzymanie płynów w organizmie i „blokuje” proces. Po miesiączce natomiast musimy się zregenerować – kłania się marchewka, ziemniaki, szpinak, które nas wzmocnią,
– oczyszczenie organizmu.

Suplementy:
– Cynk (zwłaszcza przed miesiączką) i przy nieregularnym miesiączkowaniu
– Wit. B
– Magnez
– herbatki szałwiowe, z pokrzywy, krwawnik i nagietek, przyda się również melisa
– arcydzięgiel, który rozkurcza mięśnie i reguluje krwawienie.

Wątek uważam za otwarty, artykuł jest zaledwie wycinkiem tematu i jest oparty tylko i wyłącznie na własnych doświadczeniach.

Monika Sylwestrowicz – refleksolog
Styczeń 2015
© 2018 Refleksologia.com